|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Kategoria specjalna
Małe namiętności Indigo
One
Oni
Starzy znajomi
Uśpione albo zamknięte
|
czwartek, 19 listopada 2009
Za półtora miesiąca Młoda kończy rok. Rok. Niebywałe. A wydaje się, że tak niedawno przywiozłam małego, czerwonego kosmitę do domu pełna obaw jak poradzę sobie ze wszystkim. A teraz? Teraz przychodzę do domu po pracy, Młoda śmieje się w głos jak mnie widzi, przytulam ją mocno i bawimy się póki nie padnie. Zasuwa po mieszkaniu jak mały odrzutowiec. Nieraz siedzę na podłodze w drugim końcu pokoju, ona patrzy na mnie i zjawia sie obok w ułamku sekundy, przebiera nóżkami z prędkością światła :) Łapie mnie za ramiona, szczypiąc przy tym mocno, staje obok mnie i daje buziaka :) Uwielbiam to moje dziecię, kocham mocniej z każdym dniem, i z każdym dniem wierzę że będzie nam razem dobrze. Czeka nas jeszcze sprawa, siódma daj boże. Nie wiem kiedy, bo sąd przychylił się do jego wniosku o dopuszczenie dowodu z opinii biegłych, która ma na celu udowodnić, że "tatuś" nie nadaje się do pracy. I pewnie udowodni, bo pewnie posmaruje biegłemu, albo go po prostu zna i znowu wyjdzie na jego. Mam wrażenie, że ta cała sprawa zamieniła się ze sprawy o alimenty w sprawę, która ma udowodnic, że "tatuś" nie ma jak pracować więc płacił nie będzie. Jestem bezsilna. I nic na to nie poradzę. Gdyby sędzina miała charakter to dawno już by wydała wyrok. A tak... Cóż, nie będę się póki co oglądać za siebie, tylko starać się jakoś to swoje życie poukładać, mam nadzieję że z kimś przy boku...
sobota, 14 listopada 2009
...
Czasem mam wrażenie, że zostałam przez wszystkich dokładniusieńko wykorzystana i wyrolowana. Oni po moim trupie do celu, a ja podnieść się nie mogę po kopniakach w tyłek. Boże, ja od pięciu lat nie pocałowałam nikogo naprawdę namiętnie, nie obawiając się że tuż po pocałunku nie dostanę w mordę... Tak, mam ją, najukochańszą. Ale czy ja jej nie zrobiłam krzywdy???
czwartek, 12 listopada 2009
Dzisiaj kolejna sprawa. Szósta już. To chyba tylko u nas jest możliwe. Tatusia stać na adwokata, ale nie stać go na płacenie na własne dziecko. Nie spodziewam się, że to juz ostatni raz w sądzie. Niewiele się w ogóle spodziewam. Chociaż czasem mam ochotę wrzasnąć do sędziny "Kobieto ogarnij się i tupnij nogą wreszcie". Zobaczymy. Pewnie od nowego roku zaczynamy zabawę znowu. Choć jak mówi moja pani adwokat ciągnie się już to wszystko odrobinę za długo. Tiaaaa. Tylko kto na tym cierpi? No na pewno nie my dorośli, tylko że zainteresowana nie może osobiście zabrać głosu... Nie umie jeszcze przecież mówić :(
wtorek, 03 listopada 2009
Sprawa
Sprawa nijak. Za tydzień następna. Tatuś rozchorował się na zapalenie oskrzeli i na ostatnią przysłał pełnomocnika, który chrzanił jakieś kocoboły na temat ugody, która ponoc miała być zawarta ale upadła tuż przed wrześniową rozprawą. Tiaaa, upadła bo to nie była ugoda, a majaczenia tatusia o tym, że zgodzi się na 400 zł a resztę (czyt. 650 zł, które proponowałam) dawać będzie tzw górką. Niestety nie uwierzyłam w te deklaracje i nie zgodziłam się. I dobrze. Do tej pory Mała dostała od ojca 1000 zł czyli średnia od jej narodzin wyszła 100zł/mc. Duuużo. Ostatnio spytałam nawet grzecznie kiedy Blanka może liczyć na jakieś pieniądze od niego, odpisał że na razie liczyć nie może. Proponowałam spotkanie, żeby porozmawiać jak z człowiekiem, odpowiedzi nie otrzymałam. Niestety w naszym miłym kraju narzędzia, którymi można się posłużyć aby wydobyć od dłużnika alimenty są żadne. Wkurza mnie ta cała gadka o Funduszu, zabieraniu praw jazdy, zmuszaniu do podjęcia sprawy, o super ściągalności alimentów. Fundusz nie jest dla wszystkich. Rodzice, którzy zarabiają chociaż parę złotych więcej niż przepisowe 725zł na głowę nie mają co liczyć na pomoc. Ja niestety też. A to niestety Gmina potrafi wyegzekwować pieniądze od dłużnika. Zwykły rodzic nawet z komornikiem nic nie wskurają. Co z tego, że firma tatusia miała w ubiegłym roku 32 mln obrotu, jak on wszystko pięknie poprzepisywał na konkubinę i śmieje się z nas do rozpuku. Nie chcę więcej niż potrzebuję, i choć mam ogromną siłę w sobie to nie wierzę w to by kiedykolwiek dał coś z własnej woli dla swojej Córki. Przykre to, ale prawdziwe. A tak a propos tej ostatniej. Rośnie jak na drożdżach, ma cztery nowe zębiska, którymi nieraz podgryza mamę :), naumiałam ją siusiać do nocnika i co rano odczyniamy "tany tany" na tymże, bo nocnik ma pozytywkę. Dumna jest wtedy z siebie i zadowolona :) Ja zresztą nie mniej. Staje już cholernik pięknie i trzymając się barierki łóżeczka drobi małymi kroczkami w te i z powrotem. Jest usmiechniętą, cudowną, małą istotką, która daje mi mnóstwo energii, ode mnie dostając miłość i troskę. Zakochana jestem po uszy. Niekiedy już tylko pytam samą siebie w głębi serca "Jak można kogoś tak cudownego nie kochać?" I nadal nie rozumiem jak...
środa, 07 października 2009
...
Jutro rozprawa. Mam nadzieję, że ostatnia... Boje się... A muszę mieć siłę... żeby walczyć... o Nią i dla Niej...
czwartek, 24 września 2009
Nie piszę. I to wcale nie dlatego, że nie mam czasu. Mam. Dziecko łaskawie odpływa w objęcia Morfeusza góra o 19.30, potem mam czas dla siebie. Czuję po prostu spokój, nie targają mną takie emocje jak kiedyś. Nie te damsko-męskie. tych nie ma wcale. A te mamowo-dzieciowo trudno opisać. Bo jak ująć w słowa małe łapki, które trzymają Cię za nadgarstek kiedy karmisz dziecko, małe figlarne oczyska, które wodzą za Tobą kiedy krzątasz się wokół i z których płynął maleńkie wzruszające do głębi łzy kiedy coś jest nie tak, małe stópki których paluszki są śmiesznie chwytne jak u małpki, małe uszy które masz ochotę zjeść kiedy dziecko tuli głowę na Twoim ramieniu. Małą cudną łepetynę, która od czasu do czasu jednak nieskoordynowana uderzy w szczebelki łóżka, bo jej mały właściciel źle ocenił odległość. Jak opisać małego człowieka, który ledwie obudzony, nad ranem przewraca się na brzuszek by za chwilę wykorzystać nowo nabytą umiejętność i usiąść kiwając się z zaspania w przód i tył? Jak ogarnąć i przekazać co czujesz, gdy wyciąga do Ciebie ręce spragnione miłości i bliskości kiedy wracasz z pracy. Jak zamienić w słowa to uczucie, które zalewa Ci nie tylko serce ale wszystkie zmysły, kiedy wieczorem przytulasz nos do cieplutkiej małej główki i wdychasz zapach miłości? Może właśnie tak... Jak wreszcie wyrazić słowami ten niepokój, który czuje się myśląc o przyszłości tej słodkiej istoty. Jak pojąć, że druga strona nawet nie spyta o jej zdrowie, nawet słowem nie wspomni o tym, że to jest żywa istota, życie które się wcale tutaj nie pchało, ale jest i trzeba wziąć za nie odpowiedzialność. Jak zrozumieć, że własne dziecko, zrodzone z własnego ciała i krwi może być aż tak obojętne??? Nijak...
poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Symboliczny dzień...
Dzisiejszy dzień jest dla nas symboliczny. Dla mnie bardziej niż dla mojego dziecka. Ale to ważna data. 10 sierpnia, dokładnie rok temu pierwszy raz poczułam jak moje dziecko rusza się w moim brzuchu. Dzisiaj rano odebrałam z sądu opinię, dzięki której moje dziecko odzyskało tożsamość. Nikt już nigdy nie będzie mógł snuć przypuszczeń, czyja ona, czy na pewno, itp, itd. Mamy czarno na białym, że ojcem mojego dziecka jest On. Moja Niunia nigdy nie będzie mogła usłyszeć od nikogo, że nie wiadomo czyja jest tak naprawdę. To co ja wiedziałam od zawsze potwierdziły badania. I juz i kropka! Dzisiaj także moje Dziecko ma imieniny. O tym akurat dowiedziałam się przez przypadek od koleżanki i potwierdziłam w codziennej gazecie. A że imieniny wybiera się pierwsze po urodzinach więc od dzisiaj tej daty właśnie będziemy się trzymać. To dopiero początek naszej drogi, ale jesteśmy na właściwych torach i to jest najważniejsze! 10.08.2009 liczba tego dnia to 2, z 11. A to moja liczba. Połowa mojej Córki. P.S. Aha, ostatnio parę razy dziennie strzygę uszami gdy słyszę dziecinnym głosikiem powtarzane "mamamamamama" :)
czwartek, 30 lipca 2009
On...
Nie czuję nic... Do niego. Ani złości, ani żalu, o sentymentach nie wspominając. A przeciez tyle tych emocji było. Tutaj też. Kiedys pisząc o fantazjach udawałam, że to tylko fantazje, teraz wolałabym żeby były tylko nimi. A przecież to wszystko się zdarzyło, te uczucia, o których tu pisałam przepełniały mnie całą, pamiętam jak nie mogłam poradzic sobie sama ze sobą, jak wydawało mi się że potrafię być taka jak jestem naprawdę tylko czując jego tors wtulony w moje plecy. Teraz czytam stare notki i dziwię się tym uczuciom, bąbelki z szampana dawno ulotniły się w niebyt, pachnącą nami posciel ktoś już wyprał sto razy, molekuły oddechów trafiły do innych miejsc, wspomnienia zblakły, serce usnęło... Przez moment nawet byłam szczerze zakochana... może w moim wyobrażeniu o nim. Cóż, czasu cofać nie będę, nie chcę, bo pomimo burz moich własnych, zawodu i całej tej reszty, to właśnie dzięki niemu jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Zostanie w mojej głowie na zawsze, bardziej obojętny niż kiedyś, ale będzie. Będzie, bo dzięki niemu mam najwspanialsze dziecko na świecie :)
środa, 08 lipca 2009
...
Przyszedł. Widziałam go pierwszy raz od roku. Przez pierwsze minuty trzęsły mi się ręce, potem się uspokoiłam. Spytałam czy chciałby zobaczyć Małą. "Po co?... Przecież już ją widziałem" Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do koleżanki, która trzymała Niunie na kolanach. Łza zakręciła mi się w oku, ale szybko dałam sobie po gębie w myślach i wróciłam do pionu. Cóż, miałam na nic nie liczyć. Nie zawiodłam się. Staliśmy parę centymetrów od siebie i nie zamieniliśmy ze sobą słowa. Widziałam katem oka, że parę razy na Nia spojrzał... Może odruchowo... Kiedy poproszono nas na pierwsze piętro pod pokój pobrań usiadł na schodach i gdy mijałam go z Młodą na ręku patrzył mi prosto w oczy. Pustym, zminym wzrokiem. Weszlismy razem do pokoju, potwierdziliśmy swoją tożsamość, zrobili nam zdjęcie do dokumentacji, pobrali nam próbki i tyle. Emocje dopadły mnie dopiero dzisiaj, rozwalona jestem na atomy, nie mogę zebrać myśli i na niczym się skupić. W sercu mam smutek. Nie wiem, może również żal. Wydawało mi się, że na coś się oboje zgodziliśmy, każde z nas miało w części ponieść odpowiedzialność za to życie, które wbrew zdrowemu rozsądkowi we mnie wykiełkowało. Ja swoją część miałam przyjąć z radością i uśmiechem, on w ramach swoich możliwości. Tylko jedno z nas wywiązało się z tych postanowień. Ja. I robię to codziennie z coraz większą radością. On nie zrobił do tej pory nic. A Malutka przecież nie jest niczyja. Nie jest niczemu winna. Jest najwspanialszym darem jaki kiedykolwiek mogłam dostac od losu...
poniedziałek, 06 lipca 2009
|